Czy ruiny mogą być piękne? Tak. Stać się piękną ruiną powinno być ambicją każdej budowli.
Dobra pamięć
Dopiero wtedy moglibyśmy chwalić się dobrą pamięcią, gdybyśmy umieli pamiętać tylko teraźniejszość.
Nieoczytani
Nic mnie tak nie zniechęca i nie drażni, jak nieoczytani utalentowani ludzie. Ten fakt dyskwalifikuje ich, jest niczym szczelina łupliwości, pęknięcie, zakłócające bieg wiązki światła w szlachetnym kamieniu.
Prawdziwe miasta
Akcja dobrej powieści nie może rozgrywać się w żadnym konkretnym mieście, w żadnym Londynie, Mrągowie czy Rzymie. Rzeczywiste miasto jako tło powieści odbiera jej wiarygodność, dyskwalifikuje ją, deprecjonuje. Miasta najbardziej przekonywujące, najprawdziwsze to miasta wyimaginowane, jak Macondo Márqueza, Yoknapatawpha Faulknera, Comala Juana Rulfa lub – ostatecznie – przetworzone jak Oran w „Dżumie” Camusa czy Aleksandria w „Kwartecie Aleksandryjskim” Durrella. Takim miastom nie można zarzucić najmniejszej niedokładności, niczego nie da się w nich poprawić, nie można ich ani podważyć ani skonfrontować. Jedyne prawdziwe miasta w literaturze to miasta wymyślone.
Tunika i toga
Nicolás Gómez Dávila: Jeśli Europejczyk zdejmie chrześcijańską tunikę i klasyczną togę nie pozostanie z niego nic poza barbarzyńcą o bladym obliczu.
Nie da się tego wyrazić trafniej.
Przysługi
Nigdy nie zapominamy tylko tych przysług, które komuś wyświadczyliśmy.
Samotni mężczyźni
Samotni mężczyźni przypominają książki w miękkiej oprawie.
Trzeba być idiotą
Trzeba być wyjątkowym idiotą, by oskarżać Europejczyków o to, że w swoim czasie podbili cały świat – sukces ewolucyjny jednej grupy zawsze odbywa się kosztem innych, zawsze odbija się niekorzystnie na egzystencji innych. To podstawowe prawo każdego rozwoju społecznego. Bez wyboru.
Dylemat Dariusza
Król perski, Dariusz III, po klęsce pod Issos, uciekając z pola bitwy pozostawił tam całą swoją rodzinę. Matka Sisygambis, żona Statejra, córki oraz syn wpadli w ręce Aleksandra. Dariusz początkowo proponował Aleksandrowi jako okup za nich 10 000 talentów w złocie (około 45,3 miliarda dolarów przy obecnej cenie złota), rękę swojej córki i oddanie ziem położonych na zachód od Eufratu. Gdy oferta została odrzucona, podniósł stawkę proponując połowę imperium perskiego oraz sojusz. Jak wiemy Aleksander i tym nie okazał zainteresowania.
Zawsze zastanawiałem się, jak odpowiedziałby Aleksander, gdyby Dariusz zaproponował mu następujące rozwiązanie: Zwróć mi moją rodzinę, a ja – bez przelewu krwi, bez śmierci dziesiątków tysięcy ludzi – oddam ci całe moje królestwo.
Dobroć
W większości wypadków dobroć to tylko zamaskowana niemoc.
Prawda jest wyrokiem śmierci
Giovanni Papini: Może w oczach waszych młody pisarz, człowiek niepotrzebny, wynalazca snów, ścigacz próżni, stoi niżej, o wiele niżej od palestyńskiego stolarza lub cieśli? Któż wam mówi, że nie? Stolarz robi krzyże koloru krwi, aby przybijać do nich żywych, i skrzynie koloru nocy, aby w nich chować umarłych, i nie ulega wątpliwości, że i krzyże, i trumny są niezbędnie potrzebne do należytego biegu ludzkiej gospodarki. Pisarz natomiast nie miewa najczęściej nic do powiedzenia, a jeśli mówi naprawdę to, co widzi, osiąga jedynie to, że w ludziach budzi niesmak do samego życia; dla tych, którzy książki jego czytali, świat nabiera innej postawy oraz innych odbłysków, ten zaś, kto żył wraz z autorem książki, kto przeżył z nim coś wspólnie, nie postępuje już dawnym trybem; coś bardzo dawnego zamiera na dnie jego duszy; to zaś, co pozostaje, dalekie jest od radości. Jeśli pisarz chce bawić, wtenczas zaczyna Kłamać. Staje się żałosny albo interesowny. Kto mówi prawdę, ten rozczarowuje; z ust jego, wraz z tęczą snów i melodią wyrazów, płyną wyroki potępienia: każda jego prawda jest wyrokiem śmierci.
Nasz świat
27 lipca 1964 roku Mircea Eliade zapisał w „Dzienniku emigranta” następujące słowa: Za pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat świat zmieni się całkowicie – zmieni się wszystko, i kultura, i sens życia, i wartości moralne. Zrodzi się inny świat, który będzie może równie twórczy i „interesujący”, jak ten, który zaczął swoją egzystencję w Grecji, w siódmym wieku przed Chrystusem. Tym niemniej n a s z ś w i a t zniknie i to dokona się być może w sposób jeszcze bardziej tragiczny niż w przypadku Bliskiego Wschodu czy Grecji. Wyobrażam sobie na przykład Europę zamieszkałą przez ludność azjatycką czy afrykańską, przez inteligentnych i wykształconych ludzi, którzy będą się przechadzali ulicami historycznych miast, nie rozumiejąc wcale ducha tych miejsc (podobnie jak Anglicy w Kalkucie, przechodzący każdego dnia przed hinduskimi świątyniami bez najmniejszego zainteresowania nimi, co brało się z pogardy lub nienawiści).
Od tego czasu minęły dokładnie 62 lata. Ulicami naszych historycznych miast przechadzają się – rzadko inteligentni, a jeszcze rzadziej wykształceni – ludzie z Azji i Afryki. Nie rozumieją „ducha tych miejsc” i nic ich to nie obchodzi. Ich obojętność, niestety, nie bierze się z pogardy, lecz z nienawiści.
Nie mylić ze Stańczykiem
Czy zjawisko, które dzisiaj określa się zabawnym słowem celebryta, jeszcze stosunkowo niedawno nie określano słowem błazen? Aha, proszę nie mylić ze Stańczykiem.
Polska dziennikarka?
Roksana Matelska to podobno dziennikarka, polska dziennikarka. Swoje pierwsze kroki w mediach miała stawiać prowadząc audycje radiowe w Poznaniu, a potem współpracowała z „Gazetą Wyborczą” i serwisem Co Jest Grane.
Rzeczywiście należałoby zapytać: co jest właściwie grane? R. Matelska opublikowała bowiem w którymś z serwisów internetowych tekst w którym łaskawie przypomina nam, że Czesław Miłosz został nagrodzony za swoją twórczość Noblem i, że choć zmarł 21 lat temu to jego twórczość cieszy się wciąż „niesłabnącą popularnością”. I w tym miejscu polska dziennikarka odkrywczo informuje nas, że „Czesław Miłosz wcale się nie urodził w Polsce”. Dalej wyjaśnia, że przyszedł na świat 30 czerwca 1911 roku w Szetejniach, a więc na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego, w wielokulturowym i tolerancyjnym miejscu, i że to ważne, by wiedzieć, skąd pochodził Czesław Miłosz, bowiem – jak pisze – Dziś i wtedy nie była to Polska”.
Dziś i wtedy nie była to Polska … Podejrzewam, że ta „polska dziennikarka” albo wcale nie jest polską dziennikarką albo luki w jej edukacji są większe niż leje, powstające po bombach typu GBU-57 MOP. W miejscach, które dziś i wtedy nie były już Polską, urodzili się także Mickiewicz, Słowacki, Orzeszkowa, Wańkowicz, Konwicki, Herbert, Lem, Fredro i setki innych polskich twórców i wszyscy oni, jakimś dziwnym trafem, pisali w języku polskim i o Polsce. Zastanawiam się, czy ta „polska dziennikarka” będzie w stanie kiedykolwiek zrozumieć ten paradoks.
Wolna wola
Wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie, lawiny śnieżne, tsunami, huragany i cyklony nie działają na zasadzie moralności czy w ramach moralności. Materia nieożywiona nie powoduje się moralnością. My tak – my ponosimy odpowiedzialność niemal za każdy nasz gest i to jest to, co nas najpełniej odróżnia od materii nieożywionej. Można więc wzorem Libeta i jemu podobnych dzielić włos na czworo i triumfalnie obwieszczać, że wolna wola nie istnieje, bo poruszenie palcem następuje 200 ms po podjęciu przez badanego świadomej decyzji o ruchu. Można. Lubimy degradować się do roli przedmiotu, bowiem zwalnia to nas z wszelkiej odpowiedzialności, ale niezależnie od tego, kiedy następuje poruszenie palcem to właśnie nasza wolna wola decyduje o tym, czy jesteśmy podmiotem czy przedmiotem tego, co dzieje się wokół nas.
Starość i improwizacja
Starość i improwizacja nie idą w parze. Improwizacja wymaga nie tylko odwagi, ale i przede wszystkim sił, a więc czegoś, czego starość raczej nie posiada w nadmiarze. Starość jest z konieczności zachowawcza, asekurancka, ostrożna, ergonomiczna, pragnie zaczarować świat w tym samym kształcie, chce, by rzeczy i pojęcia nie opuszczały swoich miejsc. Ludzie starzy wyhamowują czas. Zmiany, choćby były najdrobniejsze, przerażają ich, bowiem zmuszają do wysiłku na który już ich nie stać. Organizowanie rzeczywistości z każdym nowym dniem od nowa, od początku, jest procesem niszczycielsko kosztownym i wyczerpującym. Ludzie starzy są więc mimowolnymi strażnikami entropii. Świat podbijają chłopcy – na przykład Aleksander Macedoński.
Imperatyw maczugi
Wojny toczyliśmy od zawsze, od pierwszego sękatego kija, od pierwszego kamienia, pierwszej maczugi. To jedna z naszych najstarszych aktywności. Będzie nam towarzyszyć do końca, a jest możliwe, że będzie też naszą ostatnią aktywnością. Ktoś kiedyś powiedział, że konflikt na poziomie grupy stanowi zasadniczy element człowieczeństwa. Od dawien dawna zastanawialiśmy się nad przyczynami wojen, analizując ten fenomen na wszystkie możliwe sposoby i w konsekwencji zawsze dochodzimy do tego samego wniosku. U podłoża naszych konfliktów nigdy nie tkwi biologia. Jesteśmy tym samym gatunkiem, bez względu na to pod jakim niebem żyjemy. Konflikty między nami mają podłoże albo polityczne albo religijne. Czy świat byłby więc lepszy gdybyśmy wyeliminowali z naszego życia politykę i religię? Wiem, pytanie jest niedorzeczne. Nigdy z naszego życia nie usuniemy ani polityki ani religii. Polityka jest na poziomie społecznym kontynuacją prywatnego zdania, religia zinstytucjonalizowaną formą nadziei. Maczuga nie jest wyborem – jest przeznaczeniem.
W sprawie niezbywalnych praw
Maja Ostaszewska, to polska aktorka, matka dwojga dzieci, miłośniczka zwierząt i buddystka, dzielnie walcząca o prawa człowieka i ochronę środowiska. Ta zacna osoba ogłosiła ostatnio w jakimś wywiadzie, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia, zdrowia i bycia sobą. Pozornie myśl wydaje się być z wszech miar szlachetna i słuszna, ale tylko pozornie, niestety. W istocie twierdzenie to jest bełkotliwe, puste, kłamliwe i na domiar złego szkodliwe, bo naiwnych ludzi wprowadza w błąd pozwalając im wierzyć, że istotnie posiadają jakieś prawa.
W naturze nie istnieją żadne przyrodzone prawa. Nie mamy żadnych praw naturalnych, tak jak nie mają ich żyrafy, guźdzce czy króliki. Oczywiście, możemy sobie przyznać prawo do szczęścia, ale kto i w jaki sposób może nam zagwarantować owo szczęście? EU, Platforma Obywatelska, Kościół czy może osobiście premier Tusk? Na podobnej zasadzie możemy sobie przyznać prawo do bycia kochanym. Co jednak, jeżeli nikt nie będzie chciał nas kochać? Może zatrudnić kogoś przez pośrednictwo pracy? Albo może przydzielić kogoś drogą losowania? I tak samo jest z prawem do zdrowia, bycia sobą, prawem do wolności, prawem do pracy, prawem do godności, prawem do nauki, prawem do głosowania, prawem do bezpieczeństwa, do dobrego życia i tysiącem innych, „niezbywalnych praw”, na które ludzie powołują się obecnie przy każdej okazji.
Tymczasem prawdą jest, że nie mamy żadnych praw, a raczej mamy tylko te, które ktoś łaskawie zechce nam dać – kochając nas, dając nam pracę, przyznając nam wolność, umożliwiając naukę czy dając nam prawo do głosowania. Na pewno nie jest to jednak prawo do szczęścia, zdrowia i bycia sobą. Dzięki takim natchnionym osobom jak Maja Ostaszewska wierzymy, że je posiadamy i coraz częściej uzurpujemy sobie prawo do tego, by nadawać różne prawa także innym stworzeniom zamieszkującym tę planetę, zwierzętom, ptakom, rybom czy owadom. Tymczasem tym, co naprawdę istnieje są jedynie zdolności i cechy. Ptaki nie latają dlatego, że mają prawo latać, ale dlatego, że mają skrzydła, jak ktoś słusznie zauważył.
Hej, hej sokoły
Rusłan Szoszyn, ukraiński politolog, w artykule opublikowanym wczoraj przez Interię, o decyzji uhonorowania morderców z UPA: Ukraina nie będzie podejmowała decyzji politycznych czy pisała swojej historii po myśli Polski. Sytuacja mocno się zmieniła. Jeżeli to komuś się nie podoba, to trudno, ale naszą historię będą pisali w Kijowie, a nie w Warszawie. Z nieskrywanej arogancji i buty tych słów wynika, że Ukraina była dotychczas czystą kartą, że nie miała żadnej historii, ale teraz będzie ją mieć i historia ta będzie pisana w Kijowie.
Już dziś łatwo więc przewidzieć, jaka to będzie historia i jeżeli po tak jednoznacznej deklaracji Polakom jeszcze nie zapaliły się czerwone światła alarmu, to wkrótce będzie już za późno. Może już jest za późno.
Aneks: W polityce obowiązuje ta sama zasada, co w naszych osobistych relacjach z innymi ludźmi – jeżeli nie potrafisz wzbudzić w innych ludziach szacunku dla twego życia i twoich przekonań, nikt nie będzie cię szanował.
Biedne kraje
Są kraje tak ubogie w bohaterów, że nie pozostaje im nic innego jak za bohaterów uznać zbrodniarzy. Biedne kraje.
Przypadek
Ani w całej ludzkiej historii ani w naszym prywatnym życiu nie ma ani cienia zamysłu, sensu, ciągłości, konsekwencji, świadomego dążenia czy ładu. Wojny i czasy pokoju, dobre uczynki i zbrodnie, podłość i szlachetność, współczucie i obojętność, muzea i więzienia, prawa moralne i bezprawie, wielkie odkrycia i wynalazki, to, co pożyteczne i to, co wyniszczające, to, co określamy mianem dobra i to, co nazywamy złem, wszystkie nasze idee, religie, doktryny społeczne i polityczne – bez względu na to, jakie dorobimy do nich motywacje i jak bardzo szczytne przypiszemy im cele – wszystko to jest wyłącznie loterią, dziełem przypadku, wynikiem zbiegów okoliczności. Dobro i zło w naszym świecie mają wspólny mianownik – przypadek. Penicylina, koło, gilotyna i elektryczność pochodzą z tego samego źródła. Wszystkie nasze płody, również te, którymi szczycimy się uznając je za wybitne osiągnięcia, są dziełem przypadku. Nigdy świadomie nie budowaliśmy naszej egzystencji ani naszej rzeczywistości. Otrzymaliśmy niewiarygodny dar – rozum, zdolność antycypacji przyszłości i nigdy nie dorośliśmy do tego, by tę zawrotną szansę wykorzystać.
Jedynym w miarę świadomym przejawem naszej działalności jest sztuka. Tylko w niej objawia się niekiedy zamysł, cel i sens.
Niemiecka pamięć
Prezydent Niemiec w przemówieniu z okazji 75 rocznicy ponownego utworzenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie powiedział, że „nasza polityka zagraniczna nie stanie się bardziej przekonująca, jeśli nie nazwiemy łamania prawa międzynarodowego łamaniem prawa międzynarodowego”. Ta wojna jest sprzeczna z prawem międzynarodowym, nie ma co do tego wątpliwości. Miał na myśli, co łatwo odgadnąć, działania wojenne wobec Iranu, największej po Rosji terrorystycznej organizacji na świecie.
Bardzo lubię, gdy Niemcy bełkoczą coś o przestrzeganiu praw międzynarodowych. Jest to naród, który ma fenomenalnie selektywną i krótką pamięć – podejrzewam, że nawet guźdzce, ssaki z rodziny świniowatych, uchodzące za zwierzęta o skrajnie krótkiej, kilkusekundowej pamięci, przy Niemcach mogłyby uchodzić za wyjątkowo dobrze obdarzone w tym względzie. Szkoda, że Max-Planck-Gesellschaft zur Förderung der Wissenschaften jak dotychczas nie podjął żadnych badań na ten temat.
Typajon
Przy drodze do Olimpii znajduje się wzniesienie o nazwie Typajon. Leży w odległości dwóch kilometrów na południowy wschód od ruin Olimpii, bywa określane jako klif i jest podobno widoczne z terenu wykopalisk. Kiedyś miało dość wysokie i strome zbocza. Zgodnie z prawem Elejczyków każda kobieta przyłapana w Olimpii podczas igrzysk, miała być stracona przez zrzucenie jej właśnie z tego miejsca – poza dziewicami, których zakaz uczestnictwa w zawodach nie dotyczył. Typajon ma więc nieco ponurą sławę, chociaż absolutnie niezasłużenie, bowiem kroniki nie odnotowują ani jednego przypadku wykonania tej kary. Nic tego nie potwierdza, może poza legendą o Kallipateirze, która podobno przebrana za trenera przedostała się na stadion, by zobaczyć występ swego syna. Jednak i jej, ze względu na wielkie sportowe zasługi jej rodziny, darowano życie.
Zawsze chciałem wspiąć się na Typajon, tyle razy byłem w Olimpii, tak blisko, prawie na rzut kamieniem, i nigdy tam nie dotarłem. Co sprawia, że tak konsekwentnie omijamy miejsca do których pragniemy dotrzeć?
Ogień i uczucia
Każdy pożar jest mniejszą czy większą katastrofą. Często bywa również tragedią, ale – choć brzmi to może paradoksalnie – jednym z pierwszych etapów opanowania ognia jest umiejętność wzniecania pożaru. Panujemy nad ogniem dopiero wtedy, gdy umiemy już nim manipulować.
Identycznie jest z naszymi uczuciami, które często mają moc równie niszczycielską jak ogień. Pierwszym etapem panowania nad nimi jest umiejętność ich wzbudzania – dopiero potem uczymy się nimi manipulować.
Lokalna zbrodnia na Ukrainie
Edward Prus, „Legenda Kresów”, Wrocław 1995: „Bojówka czoty UPA otoczyła dom, w którym znajdowała się rodzina składająca się z 18-letniej córki, jej matki i dziadka. Dziewczyna skłoniła dziadka, by ukrył się w kuchni, w piecu chlebowym, sama zaś z matką ukryła się na strychu. Mołojcy z Ukraińskiej Powstańczej Armii dopadli je na strychu, zwlekli do kuchni, zdarli z nich odzienie, przybili dłonie matki do futryny drzwi i na jej oczach kolejno gwałcili jej córkę. Następnie obcinali członki ciała dziewczyny i rozwieszali je na ścianach, na świętych obrazach. Krwią z ofiary napisali na ścianie „śmierć Lachom”. Po zamordowaniu dziewczyny zabrali się do umęczenia jej matki, zadali jej, jak później stwierdzono 66 pchnięć nożem, tak aby długo cierpiała. Obecności dziadka w piecu chlebowym nie odkryli, stąd ta szczegółowa relacja.”
Ołeksandr Ałfiorow, szef ukraińskiego IPN, wydał w tym miesiącu oświadczenie w którym nazywa tragedię wołyńską „jedną z państwotwórczych narracji Polski”. Dodał też, że „dla większości Ukraińców zbrodnia wołyńska to tylko lokalny epizod historii, ponieważ miała miejsce wyłącznie na Wołyniu”. Ten „lokalny epizod historii” w najokrutniejszy sposób pozbawił życia ponad 100 tys. ludzi. Czy „lokalna” zbrodnia przestaje być zbrodnią? Czy posługując się tego typu rozumowaniem mamy też uznać, że rosyjska zbrodnia w Buczy z polskiego punktu widzenia jest jedynie pozbawionym znaczenia „lokalnym epizodem historii”?
Schinus peruwiański
H. Sienkiewicz w swoich wspomnieniach z pobytu w Atenach pisze: „Wjeżdżałem do miasta koło Akropolu i Olimpijonu, przez bulwar panhelleński, który jest jedną zieloną wstęgą. Pieprzowe drzewa, o jasno-zielonych delikatnych listkach, przypominają wierzby płaczące i nadają tej drodze wiosenny, majowy pozór”. I w innym miejscu: „Główna droga idzie do dworca kolei, leżącego na końcu ulicy Hermesa, ale w pobliżu miasta powóz skręca na prawo i wjeżdżamy na bulwar, wysadzany pieprzowemi drzewami”.
Wymienione wyżej drzewa pieprzowe istotnie można spotkać w Grecji, zwłaszcza w Atenach, jako drzewo ozdobne, ale przede wszystkim zacieniające. Jest to gatunek znany jako Schinus peruwiński (Schinus molle), często określany jako „fałszywe drzewo pieprzowe”. Są to zimozielone drzewa o płaczącym pokroju (istotnie przypominającym naszą wierzbę), osiągające do 10-15 metrów wysokości. Wiosną kwitną na biało i żółto, a jesienią pojawiają się na nich charakterystyczne małe, czerwono-różowe owoce. Liście, jak i owoce wydzielają po roztarciu dość intensywny, pieprzowy aromat. Owoce te są źródłem tzw. różowego pieprzu. Drzewa pieprzowe preferują słoneczne miejsca i są odporne na suszę, co czyni je idealnymi dla klimatu greckiego. Schinus peruwiański jest traktowany w Grecji jako neofit.
Bizantyjski socrealizm
Nigdy nie byłem i nadal nie jestem w stanie zachwycić się sztuką bizantyjską i nie rozumiem tych, których ona zachwyca. Odstręcza mnie jej schematyzm i żałosne ubóstwo przedstawień. Postacie rozrysowane są na nienaturalnie płaskich przestrzeniach, całkowicie pozbawionych głębi i perspektywy – wszystko to czyni tę sztukę zgrzebną, par excellence prymitywną, a tym samym kompletnie nieinteresującą. Ikony, ikony, ikony, nie oszukujmy się – ikony posiadały charakter głównie religijny i polityczny, a nie estetyczny. Były wyrazem oficjalnej propagandy zwycięskiej religii, ich zadaniem była gloryfikacja życia „świętego” oraz wspieranie nowego chrześcijańskiego ładu. Ikony, ich ograniczona i płytka tematyka, to przejaw tego samego zjawiska, które wiele wieków później pojawiło się w postaci realizmu socjalistycznego.
Łóżka i sny
Każdy okręt ma swoją wyporność. Wypornością łóżek jest ilość zawartych w nich snów. Są łóżka o małej wyporności snów i są wśród nich wielotysięczniki. Przy zakupie łóżek należy więc pamiętać, że siła wyporu jest równa objętości wypieranych snów, przy czym panuje tu zasada odwrotności. Łóżka o dużej wyporności snów wypierają duże ich ilości, przez co łatwiej i stabilniej jest utrzymać się na ich powierzchni, ale wykorzystają znaczną objętość i przez to wyczerpują się szybciej. Z tych samych powodów nie należy też łóżek dzielić z kimś innym – ilość snów wyczerpuje się w dwójnasób. Wtedy leżymy na łóżku jak na olbrzymiej tratwie, która dryfuje po bezkresach martwych snów, unoszona przez nigdy niekończącą się bezsenność.
Pierwsze przykazanie Dekalogu
Być może to, co najważniejsze w naszym życiu, polega na trzymaniu z daleka mrocznych stron samego siebie. I być może to powinno być pierwszym przykazaniem w naszym Dekalogu.
Meczet pod Wawelem
Islamska fundacja Al-Fadżr rozpoczęła publiczną zbiórkę pieniędzy na budowę przy ul. Dworskiej w Krakowie meczetu. Jak zwykle przeciwnicy tej inicjatywy protestują, a tzw. liberałowie argumentują, że wszystkie religie są równoprawne. Czy rzeczywiście wszystkie religie są równe, a tym bardziej równoprawne? Żyjemy w demokracji, jakakolwiek ona jest, a sensem politycznym demokracji jest samorządzenie. Aby to mogło być realne, potrzebna jest pewna grupa ludzi, którą łączą wspólne interesy i wspólne sprawy do rozwiązania, potrzebna jest więc wspólnota celów i interesów. Jednak w momencie, gdy w jakiejkolwiek wspólnocie pojawiają się muzułmanie, znikają wspólne interesy i wspólne cele. Muzułmanie mają własne interesy i własne cele i są one absolutnie niekompatybilne, nie do pogodzenia z interesami tych, którzy do muzułmańskiej społeczności nie przynależą. Europejczycy, a tym i Polacy, wydają się nie wiedzieć lub nie chcą wiedzieć, że islam jest systemem społecznym opartym na religii, a ta nie uznaje żadnych kompromisów. Islamu zmienić nie można, a więc wszystko inne musi być zmienione w islam. W niektórych krajach Europy już o tym wiedzą, w innych ledwo przeczuwają, ale mleko już się rozlało, procesu nie da się zatrzymać, Europejczycy zastawili na samych siebie dość prymitywną, ale wysoce skuteczną pułapkę. Rozwiązaniem byłby może Charles Martel, albo choćby Sobieski, ale takie rzeczy raczej nie zdarzają się dwa razy w tej samej opowieści.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.